Dlaczego ratownicy medyczni płacą tak wysoką cenę za niedomagający system ochrony zdrowia? O tym rozmawiamy z Krzysztofem Rąkowskim, ratownikiem medycznym, z doświadczeniem kierownika, nauczyciela, współorganizatorem spotkań środowiska ratowniczego w Olsztynie „Ratownictwo Po Godzinach”.
Jak z Twojej perspektywy wyglądają realia pracy ratowników medycznych, jeśli chodzi o stres i obciążenie psychiczne?
„Największym problemem nie są jednorazowe, spektakularne dramaty. One – choć ciężkie – są wyjątkowe. Znacznie bardziej wykańcza nas codzienność i to, że system działa na zasadzie ‘jakoś to będzie’” – zaznacza Krzysztof.
Jego zdaniem codzienne obciążenie zespołów ratownictwa medycznego i szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) wynika z zadań, które powinny realizować inne placówki.
„Pacjent dzwoni do przychodni, jeśli w ogóle się dodzwoni, i słyszy: proszę wezwać pogotowie. Lekarz rodzinny odsyła na SOR zamiast sam rozwiązać problem. W domach pomocy społecznej jest brak lekarzy i pielęgniarek, więc to my jesteśmy wzywani do spraw przewlekłych, ciągnących się tygodniami. Efekt? Pacjent frustruje się, a cała złość skupia się na nas”.
Praca ponad siły?
Krzysztof, jako ratownik medyczny, przyznaje, że „sami ratownicy są sobie trochę winni, że biorą tyle dyżurów”. Z czego to wynika?
„Początkowo z fascynacji zawodem, motywem są także kwestie dodatkowych środków finansowych, czy lojalności wobec kolegów. Później już z konieczności. Ale prawda jest brutalna – gdybyśmy my wszyscy medycy z dnia na dzień ograniczyli się do jednego etatu, system ochrony zdrowia w Polsce by się zawalił” – zaznacza i dodaje:
„Presja decyzji na SOR dodatkowo obciąża. Triażysta w kilka minut musi ocenić, czy pacjent może czekać, czy umrze za chwilę. Najbardziej potrzebujący zwykle nie krzyczą. A ci, którzy mogliby poczekać, często robią największe awantury” – zaznacza Krzysztof i opowiada historię swojego kolegi:
„Zakwalifikował pacjentkę do kategorii zielonej – czyli maksymalnie dwie godziny oczekiwania. Przyjęto ją jeszcze szybciej, po kilkudziesięciu minutach. Niestety zmarła. Rodzina obwiniała kolegę i sprawa toczyła się przez osiem lat, choć biegli jasno stwierdzili, że nie popełnił błędu. On jednak przez te wszystkie lata żył z ciężarem ciągnących się spraw w sądzie. To pokazuje, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na naszych barkach”.
Relacje między medykami bywają trudne?
Oprócz presji wynikającej z samej pracy, ratownicy mierzą się także z napięciami wewnątrz środowiska i w relacjach z innymi medykami. To dodatkowe obciążenie, które bywa ogromną presją i realnie wpływa na dobrostan całego zespołu.
„Kiedyś niemal wszyscy lekarze byli dla nas autorytetami – moralnymi i merytorycznymi, a dziś jest inaczej czasem to oni pytają nas, co zrobić w danej sytuacji. Bywa też tak, że zarządzający szpitalem potrafią w kryzysie dołożyć jeszcze obowiązków, choć widać, że jako zespół ledwo dajemy radę. Podczas pandemii SOR-y były najbardziej obciążone, a jednocześnie dostały zadanie robienia wymazów dla całych szpitali. Nie było ludzi, nie było sprzętu – a i tak słyszeliśmy: macie to robić”.
Ratownicy medyczni potrzebują wsparcia?
Coraz częściej słyszymy o tym, że wypalenie zawodowe i kryzysy psychiczne dotykają medyków, dlatego też psychoedukacja ma tak ogromne znaczenie. Czy wśród ratowników medycznych zdrowie psychiczne wciąż jest tabu?
„Jest lepiej, bo samo to, że zaczynamy o tym mówić, jest krokiem naprzód. Ale nadal brakuje systemowych rozwiązań i zaufania do psychologów zatrudnianych przez dyrekcje szpitali. Wielu kolegów czuje, że taki psycholog jest ‘oczami i uszami’ przełożonych. A my potrzebujemy przestrzeni, gdzie naprawdę możemy się otworzyć”.
Krzysztof wspomina także o realizowanym przez nieco ponad rok programie psychologdlamedyka. Środki na realizację programu zostały przyznane przez Ministerstwo Zdrowia, a w programie wsparciem merytorycznym i organizacyjnym służyła Fundacja Nie Widać Po Mnie. Niestety mimo ogromnej potrzeby ze strony medyków, program nie był kontynuowany w kolejnych latach.
Krzysztof sam korzystał z pomocy psychologicznej.
„Spotkania z psychologiem, literatura, odniesienia duchowe, wsparcie rodziny – to mi pomogło. Ale kluczowa była decyzja, że muszę coś zmienić. Kiedy zobaczyłem w lustrze, jak ogromna złość odmalowuje się na mojej twarzy, zrozumiałem, że muszę odpuścić część obowiązków. I to mnie uratowało”.
Gdzie medycy mogą szukać wsparcia poza miejscem pracy?
„Zadbaj o siebie dla naszego wspólnego dobra”
To hasło przewodnie Fundacji Nie Widać Po Mnie wzbudziło w Krzysztofie emocje, który zobaczył hasło szukając informacji o programie W(y)SPA.
„Zawsze miałem z tym problem. Brzmiało dla mnie jak obowiązek wobec innych: masz się sobą zająć, bo inaczej nie będziesz w stanie nam pomóc. A ja chciałbym, żeby chodziło też o mnie jako człowieka”.
Jednak przyznaje, że sens hasła jest prawdziwy.
„Jeśli my nie zadbamy o swoje zdrowie psychiczne, nie będziemy mogli realnie pomagać innym. Wypalony, sfrustrowany ratownik nie będzie w stanie zaopiekować się pacjentem. Trzeba o tym mówić i tworzyć miejsca, które naprawdę nas wspierają. Bo skutkiem ubocznym zadbanych medyków jest dobro pacjenta. Program W(y)SPA to krok w dobrą stronę”.
Czym jest W(y)SPA?
W(y)SPA to autorski program Fundacji Nie Widać Po Mnie, który powstał z potrzeby wsparcia psychicznego kadry medycznej. Medycy są szczególnie narażeni na wypalenie zawodowe, uzależnienia, PTSD, lęki czy depresję. Ryzyko prób samobójczych w tej grupie jest wielokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej, a przez wiedzę i dostęp do leków – częściej kończą się one śmiercią.
W ramach W(y)SPY Fundacja Nie Widać Po Mnie umożliwia wsparcie w kryzysach psychicznych i prowadzi działania profilaktyczne.
Celem jest walka ze stereotypem „medyka-herosa” i łamanie tabu wokół zdrowia psychicznego. To, jak czują się medycy, przekłada się nie tylko na nich samych, ale też na ich rodziny i cały system opieki zdrowotnej.
Każdy medyk może skorzystać z 2 konsultacji za symboliczną opłatą – 1 zł za każdą.
Jak skorzystać ze wsparcia? Wystarczy skontaktować się na adres: [email protected].
Postulaty do Ministerstwa Zdrowia i nadzieja na lepsze jutro
„Chciałbym, żeby Ministerstwo Zdrowia wspierało oddolne inicjatywy, takie jak W(y)SPA. Żeby słuchało środowiska, otworzyło dialog z naszymi izbami i stowarzyszeniami. My nie potrzebujemy kolejnych haseł – potrzebujemy realnych rozwiązań. Kropla drąży skałę. Ja wierzę, że uda się coś zmienić”.
Ratownicy medyczni – choć przyzwyczajeni do niesienia pomocy – sami potrzebują przestrzeni, gdzie mogą zadbać o siebie. Potrzebują także realnych zmian systemu, który w obecnej formie nie jest wspierający.
„Ratownik, który sam jest w kryzysie, nie pomoże innym. Dlatego trzeba głośno mówić, że dbanie o siebie to nie egoizm, tylko fundament. Najbardziej potrzebujący pacjenci nie krzyczą – i tak samo medycy w kryzysie często nie krzyczą. Dlatego trzeba ich usłyszeć, zanim będzie za późno”.
Rozmawiała: Nina Nowak





