Co chwila w kontekście ochrony zdrowia słyszymy o agresji, wypaleniu, zmęczeniu, rozczarowaniu. Jak to naprawdę jest i skąd to się bierze?
Jeśli ktoś chce poznać prawdę o ochronie zdrowia to powinien iść do poradni przy klinice czy innego miejsca, gdzie pacjenci czekają na swoją kolej. Usiąść w korytarzu i posłuchać.
Co on tak wolno przyjmuje? Siedzę tu i siedzę. Co on tak szybko przyjmuje? Pewnie nieuważnie! Leci do następnej pracy jak to każdy doktor. Spóźnił się. Ludzi nie szanuje. Ileż można czekać! Gbur jakiś! Co taki młody wie? Czy on jeszcze coś pamięta, ze sto lat ma? Proszę pani nas to oni mają gdzieś w prywatnych gabinetach krocie zarabiają. Nie ma biednych lekarzy. A po tych lekach, co mi wypisał, to mnie głowa bolała.
Inaczej wygląda to z drugiej strony. Wchodzą pacjenci. Jeden nie wie, jakie bierze leki. Inny nie wie, czy je w ogóle bierze. Kolejny pacjent przychodzi o kulach, wyprasza o przyjęcie bez kolejki pod pozorem ciężkich objawów, a potem się okazuje, że przyszedł po skierowanie do sanatorium, a poza tym to nic nowego mu nie jest. Przyjmujesz naprawdę ciężkiego pacjenta i awantura, że to znajomy bez kolejki. W gratisie masz skargę do dyrekcji i Rzecznika Praw Pacjenta. Pacjent stanowczo żąda antybiotyku i mówi, że się nie znasz, skoro nie chcesz pisać. Przychodzi pacjent z arytmią i oczekuje, że przy okazji wyleczysz jego ból w kolanie i wysypkę, i parę innych rzeczy z marnymi relacjami z dziećmi włącznie. O trzeciej w nocy, przychodzi trzydziestolatka i prosi o zwolnienie, bo się jakoś boi iść rano do pracy.
Poza dwoma powyższymi perspektywami dochodzi jeszcze trzecia – rodzina. Bohaterowie jednej akcji. Nie byłam u mamy wiele dni, nie wiem jakie leki bierze, nie mam pojęcia jakie miała badania, ale teraz to ją obronię. Rycerze na białych koniach walczący z wrogim systemem w postaci smoków w białych fartuchach. Potem opowiedzą o swojej waleczności na SOR wszystkim znajomym. Jak to odbili babcię z rąk wroga, wpakowali ją na oddział i jeszcze uratowali prawie życie innej kobiecie, która, gdyby nie ich waleczność na przykład skonałaby z pragnienia.
Na koniec porozmawiaj z medykami. Co mówią wzajemnie o sobie. Zaręczam ci, że miód i mleko tu nie płyną. Szeroko panujący klimat braku relacji. Nierozumienie co znaczy zespół i ciągła walka w sumie już nikt nawet nie pamięta o co. Ten ma premię, tamten nie ma. Ty to rób, bo to nie moje obowiązki. To nie mój pacjent, po co nam go z SOR przysyłasz. Nie pisz, że ma iść na kontrolę do rodzinnego, bo cię rodzinni do sądu podadzą i takie tam. W tle nieustanna rozmowa o pieniądzach. Miliony i miliardy co za różnica czy dwadzieścia, czy czterdzieści, ważne, że gdzieś są i gdzieś ich brakuje, czyli ktoś je ma w dużej ilości, a ja nie.
Dlaczego tak się dzieje? Pacjent się boi. Niepewnie się czuje, nie wie co się dzieje z nim i wokół. Nerwowymi zachowaniami manifestuje swój stres. Zewsząd słyszał o systemie same złe rzeczy, więc to potęguje nieadekwatne reakcje. Rodzina próbuje się wykazać, bo kto nie chce być bohaterem. Medykom często w tym wszystkim brakuje przestrzeni na oddech, a co dopiero na empatię. Praca pod presją i oceną przez wiele lat nie służy lekkości relacji. Ludzie są poróżnieni przez ciągłą rozmowę o pieniądzach w tle i poczucie, że inny ma lepiej. Co sprytniejsi wykorzystują sytuację nawet można rzec, że nadmiernie, a poczciwi tracą na tym najbardziej. Kwadratura koła, w której każdy na swój sposób jest ofiarą. Atmosfera jak w gotującym garnku, w którym na koniec spada gdzieś pokrywka i ktoś wybucha. Nie widać było po nim. No może był ostatnio nerwowy trochę. Mniej się odzywał i wszystko mu przeszkadzało, ale no jak się to mogło stać?
Anna Gołębicka – ekonomista, strateg rynku, zarządzania i komunikacji.





