Jak pamięta Kamil, alkohol był obecny w domu zawsze. Rodzice może się nie upijali codziennie, jednak wieczory kończyli zazwyczaj lampką wina, tata czasem sięgał po piwo. Wyglądało to niewinnie. Z boku, dla chłopca, było swoistym rytuałem, czymś normalnym, a jednocześnie czymś dla niego zakazanym.
Pierwszy raz spróbował wina w wieku ok. 10 lat. Był sam w domu po szkole. Miała go pilnować babcia, ale się rozchorowała. Rodzice wracali jak zwykle późnym popołudniem. Nie wypił dużo. Tyle co mama – “małą lampkę”, jak zwyczajowo mówiła. Nie pamięta, czy mu to smakowało. Nie umiał określić tego smaku. Ale pamięta, że poczuł się doroślej. Fajnie było siedzieć przed telewizorem z winem w ręku. Nie wie na pewno, ale chyba dla tego uczucia dorosłości po alkohol sięgnął kolejnego dnia. Tak było przez do weekendu, bo był praktycznie sam w domu do późnego popołudnia.
Później już wróciła babcia i zajmowała się nim po powrocie ze szkoły. Początkowo trochę mu brakowało tego rytuału, ale nie czuł wtedy większej presji do sięgnięcia po alkohol. Później właściwie zapomniał o tym “incydencie”, jak go nazwał podczas sesji.
Regularnie zaczął pić, jak miał ok. 13 lat. Rodzice zdecydowali, że może już zostawać sam w domu po szkole, bo jest już wystarczająco dojrzały.
Nie od razu sięgnął po alkohol. Minęło kilka miesięcy. W końcu naszła go ochota na lampkę wina. Chyba z nudów. Była zima, koledzy siedzieli w domu przy lekcjach, albo przed komputerem. Jego gry online za bardzo nie wciągały. Wolał książki, a czytanie z lampką wina miało dla niego dodatkowy urok. Czuł się chyba jak rodzice. Z czasem zauważył, że po winie jest spokojniejszy, bardziej zrelaksowany. Szybko z jednej lampki zrobiły się dwie. Jednak pilnował, żeby pić tak, aby rodzice się nie zorientowali. Pił z różnych otwartych butelek.
Kiedyś poprosił starszego kolegę, który mieszkał w tej samej klatce, żeby kupił mu wino. Poczuł się swobodniej. Nie musiał się już tak pilnować. Wino schował w swoim pokoju. Starczyło na dwa dni.
Później pił coraz więcej. Znalazł jeden sklep, w którym nie pytali o wiek. Wtedy było już łatwiej.
W końcu na imprezie ze znajomymi spróbował wódki. Nie smakowała mu, ale w zasadzie nie było nic innego. Od tego momentu w domu, w samotności pił wino, a ze znajomymi wódkę i piwo. Próbował marihuany, ale go to nie wkręciło. Czuł się dziwnie – zlękniony, wyczulony na dźwięki Został przy alkoholu. W wieku 16 lat pierwszy raz trafił na SOR, a później na oddział toksykologii po zatruciu alkoholowym. Rodzicom powiedział, że wcześniej nie pił, chciał spróbować i przesadził, bo nie wiedział, ile może. Uwierzyli.
Przez jakiś czas Kamil bardzo się pilnował, zwłaszcza na imprezach. Kolejny detoks zaliczył kilka miesięcy później, w swoje 17 urodziny. Z oddziału toksykologii trafił na oddział leczenia uzależnień dzieci i młodzieży. To były trudne tygodnie. W szpitalu spędził 30 dni.
Dzisiaj chodzi na psychoterapię. Od hospitalizacji dwukrotnie sięgnął po alkohol. Zawsze na imprezach. Potem czuł się winny, bezradny i miał poczucie braku kontroli nad sobą i własnym życiem. Nie przerwał jednak terapii. Uczęszcza regularnie.
- Najgorsza jest wszechobecność alkoholu. Widzę go właściwie wszędzie. W sklepie butelki stoją przy kasie, więc trzeba się na nie ciągle patrzeć, stojąc w kolejce. Nie można ominąć jak półek, które nie interesują. Do tego piją koledzy. Imprezy bez alkoholu nie istnieją. I nikt mi nie powie, że nieletni mają problem, żeby go kupić. Absolutnie żaden. Unikam imprez, ale to też nie jest wyjście. Nie chcę stracić kolegów, tylko dlatego, że mam problem. Ale z drugiej strony absolutnie chcę z nim skończyć. Jeszcze nie wiem, jak to pogodzić.
Materiał powstał w ramach realizacji programu “Czuj(ni) – Psychoedukacja w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania skutkom uzależnień”
Zadanie dofinansowane ze środków z budżetu Województwa Mazowieckiego.






