Skip to main content

U pacjentki zdiagnozowano schizofrenię 5 lat wcześniej, po tym, jak po śmierci ojca zaczęła słyszeć jego głos w głowie. Początkowo – jak podaje w wywiadzie – był spokojny i opiekuńczy. Później podpowiadał jej, że to matka, z którą mieszkała od rozwodu 7 lat wcześniej, otruła go, dorzucając do jedzenia środka przeciw gryzoniom. Zaczęła śledzić matkę, ubliżać jej, a także zgłosiła fakt otrucia ojca na policję.

Jak twierdzi pacjentka, później głos ojca zaczął ją przekonywać, że ma być następną ofiarą matki, która jej nienawidzi i chce, żeby przed śmiercią cierpiała. Przez tydzień odmawiała jedzenia i picia. Zabarykadowała się w pokoju. Nie dbała o higienę osobistą. Przestała spotykać się ze znajomymi i chodzić do pracy.

Matka wezwała pogotowie. W rozmowie przyznała, że jej matka (babcia pacjentki) oraz brat mieli rozpoznanie schizofrenii. Brat po diagnozie popełnił samobójstwo. Miał 21 lat.

Diagnoza: schizofrenia z nasileniem psychohalucynacji słuchowych. Po rozpoznaniu i wdrożeniu leczenia stan pacjentki się ustabilizował. Została wypisana ze szpitala z zaleceniem stosowania leków i regularnych wizyt lekarskich. Po około 6 tygodniach przestała brać leki, co – jak przyznała – było wynikiem skutków ubocznych, a dokładniej przyrostu masy ciała.

Po 3 miesiącach ponowna hospitalizacja. Do szpitala pacjentkę przywiozła matka wraz z nowym partnerem. Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz.

  • Po pierwszej diagnozie nie wierzyłam lekarzom – mówi pacjentka. – To nie mogło dotyczyć mnie. Pamiętam, jak byłam mała, to bałam się babci. Dla 5-latki jej zachowanie było absolutnie niezrozumiałe. Raczej też nas od niej izolowano. Długo po jej śmierci dowiedziałam się, że cierpiała na schizofrenię. Gdy usłyszałam swoją diagnozę, tamte wspomnienia wróciły. Nie chciałam być taka. To do mnie nie docierało, opierałam się.

Po trzeciej hospitalizacji i dłuższym leczeniu psychoterapeutycznym pacjentka uzyskała dobry wgląd w chorobę.

– Zrozumiałam, że jestem chora – przyznaje pani Katarzyna. – Wtedy też do mnie dotarło, że tylko ode mnie zależy, jak bardzo ta choroba wpłynie na moje życie. Sama poprosiłam matkę, by nieco bardziej mnie kontrolowała, zwłaszcza na początku. To był dobry ruch.

Pacjentka od 2 lat regularnie przyjmuje leki. Rok temu przeszła na leczenie LAI, z którego jest zadowolona.

  • Dzięki temu lepiej dbam o siebie – mówi. – Nawet jeśli nie mam ochoty iść na zastrzyk, to jest mi po prostu wstyd, że zawiodę Poza tym, jest to wygodne. To tylko wizyta raz na 2 tygodnie. To nie to, co leki. Łatwiej to kontrolować, łatwiej z tym żyć. Odzyskałam też spokój, bo widzę, że przy odpowiednim podejściu, stosowaniu leków, można z tą chorobą żyć. Chociaż nie jest to łatwe, czego nie będę ukrywać.

Pani Katarzyna nadal mieszka z matką i jej partnerem, ale obecnie szuka mieszkania na wynajem. Zdecydowała się także pomagać mamie w firmie przy pracach administracyjnych.

– Na razie działam pod jej czujnym okiem, ale liczę, że wkrótce się usamodzielnię.

Przejdź do treści