Skip to main content

Wiktoria była dobrą uczennicą, z tych “wybitnych”. Nigdy nie sprawiała kłopotów ani w szkole ani w domu. Raczej zamknięta w sobie rzadko wychodziła ze znajomymi wieczorami. Miała dwie przyjaciółki. Tuż przed maturą weszła w relację romantyczną z Michałem, z którym była przez kolejne 8 lat.

Wychowywana przez oboje rodziców w jednym z większych miast mieszkała na typowym blokowisku. Jak mówiła podczas sesji, jej dzieciństwo i okres nastoletni było szczęśliwe, chociaż nudne – dom, szkoła , zajęcia dodatkowe. Chciała zostać architektem krajobrazu. Maturę zdała z wynikami bardzo dobrymi i bez trudu dostała się na wymarzone studia. Jeszcze w ich trakcie podjęła pracę w zawodzie, którą kontynuowała także po zakończeniu nauki.

Punktem przełomowym była śmierć matki, gdy pacjentka miała 26 lat. Zżyta z nią ciężko przeżyła jej chorobę i cierpienie, Po pogrzebie zamknęła się w sobie. Była przybita, przygnębiona i zrozpaczona. Nie mogła spać. Ciągle płakała. Urlop z tygodnia przeciągał się o kolejne dni. Lekarz zalecił ziołowe leki wyciszające i nasenne. Jednak to pogłębiło problem. Wiktoria zaczęła przyjmować ich na tyle dużo, żeby ciągle móc spać. Po pewnym czasie przestała czuć cokolwiek. Budziła się i leżała w łóżku. Gdyby nie ojciec i ciotka – jego siostra – nie jadłaby i nie piła.

Straciła pracę ze względu na przedłużającą się nieobecność,  a także nielicznych znajomych, z którymi przestała się widywać, nie wpuszczała do domu, gdy przychodzili z wizytą.

Rodzina próbowała namówić ja na wizytę u psychologa. Odmawiała.

W pierwszą rocznicę śmierci, mama jej się przyśniła. Sen był na tyle wyraźny, że pacjenta uznała, że widzi matkę w rzeczywistości. Rozmawiała z nią. Od tamtego momentu mówiła, że słyszy jej głos, że czuje, że matka jest blisko niej, jest jej doradcą. Wielokrotnie najbliżsi zauważyli, że mówi głośno w pokoju. Śmieje się, po czym nagle przechodzi w płacz. Zamontowała łańcuch na drzwiach, żeby nikt nie mógł wejść. Reagowała początkowo gniewem, a później agresją w stosunku do tych, którzy próbowali przekroczyć próg. Krzyczała, że próbują rozdzielić ją z matką, a ona na to nie pozwoli. Nie wychodziła z pokoju, przestała dbać o higienę osobistą. Ojciec zostawiał jej jedzenie pod drzwiami, które zabierała, jak odchodził.

Z czasem komunikacja z nią stała się niemożliwa. Wiktoria mówiła szybko, często nieskładnie. Powtarzała słowa, tworzyła niezrozumiałe ciągi wyrazów, nie odpowiadała logicznie na pytania.

Ojcu przy wsparciu brata Wiktorii udało się w końcu namówić ją na wizytę u psychiatry. Brat miał kolegę, który zgodził się na wizytę domową. Zalecił pobyt szpitalu w celu szczegółowych badań i postawienia diagnozy.

Wiktoria nie zaprotestowała.

Pacjentka opuściła szpital po 6 tygodniach. Od tego momentu dwukrotnie samodzielnie odstawiała leki. Za każdym razem następowało nasilenie objawów psychotycznych i pojawiała się konieczność ponownych hospitalizacji. W czasie trzeciego pobytu w placówce stwierdzono również współwystępowanie depresji i przepisano pacjentce antydepresanty.

Od dwóch lat Wiktoria regularnie przyjmuje leki doustnie. Rozważają z lekarzem przejście na leki długouwalniające. Jest świadoma choroby, a do leczenia podchodzi racjonalnie i z dużym zaangażowaniem.

  • Co wydaje mi się, że inni o mnie myślą lub jak mnie widzą? To skomplikowane – mówi Wiktoria. – Na moje przekonania o tym wpłynął z pewnością mój eks-partner. Zostawił mnie, jak się dowiedział o schizofreni. Powiedział, że się mnie boi i nie ma zamiaru ze mną być. Powiedział dużo okropnych słów. Jedna przyjaciółka też ze mną nie wytrzymała. Może zrobiła to dyskretniej, po cichu, bez wyzwisk i krzyku. Ale też bolało. Tylko jedna z przyjaciółek jest przy mnie. To trudne doświadczenia. To przez nie nie ufam innym. Trudno mi zwłaszcza, gdy spotykam starych znajomych. Wydaje mi się, że wszyscy mnie obgadują, wyśmiewają. Niezmiennie w takich chwilach wyobrażam sobie, co powiedzą, jak spotkają swoich rodziców i innych naszych wspólnych kiedyś kolegów i koleżanki. Ciągle myślę, że nie jestem zwykłą pacjentką ze zwykłą chorobą, chociażby jak rak. Jestem “wariatką”. Myślę, że tak mnie widzą..

Wiktoria mogła wrócić do zawodu. Początkowo próbowała w biurze projektowym, ale ponownie straciła pracę po drugim zaostrzeniu objawów psychotycznych. Rok temu zdecydowała się otworzyć własną działalność. Projektuje ogrody dla klientów indywidualnych

  • Kontakty w pracy to inna kwestia, chociaż i na nie choroba daje znać. Pracując samodzielnie, nie muszę nikomu nic mówić. Mam wykonać zadanie i tyle. Ale za każdym razem, gdy klientowi coś się nie podoba, mam podejrzenia, że się dowiedział o mojej chorobie, że próbuje się mnie pozbyć. Zachowanie równowagi jest w takich sytuacjach trudne.

 

  • Jak sobie z tym radzę? – mówi Wiktoria. – Staram się już nie ukrywać przed bliskimi myśli i strachu Wiem, że głośne mówienie o nich, to jedyna droga, żeby utrzymać kontrolę. Zawsze dzielę się nimi z przyjaciółką, tatą i z bratem, który stał mi się teraz bardzo bliski, chociaż przed śmiercią mamy raczej nie utrzymywaliśmy ze sobą cieplejszych relacji. Dzieli nas 9 lat różnicy, więc to w dzieciństwie zrobiło swoje. Teraz jest inaczej. On i cała jego wspaniała rodzina. Zatem dzielę się z nimi tym wszystkim. Oni pomagają mi spojrzeć na to z dystansu i się uspokoić. Chodzę też na psychoterapię. Uważam, że te spotkania są niezwykle cenne właśnie w takich chwilach.

Stygmatyzacja osób w kryzysie psychicznym, a w szczególności zmagających się ze schizofrenią, jest niezwykle pilną kwestią, z którą intensywniej powinien walczyć sektor zdrowia publicznego. Ma ona bowiem ogromny, “negatywny wpływ na wysiłki terapeutyczne, samoocenę chorych i ich dążenie do powrotu do w miarę normalnego funkcjonowania” *

Brak rzetelnych informacji w mediach i uznawanie zaburzeń psychicznych nadal jako temat tabu utrudniają jeszcze dostęp do sprawdzonej wiedzy i danych. Przykładowo, zgodnie z raportem “Wyprostuj Spojrzenie”, aż 64% respondentów uważa, że osoby ze schizofrenią mają wiele osobowości.**

Takie stereotypy i mity funkcjonujące w społeczeństwie sprawiają też, że osoby z diagnozą schizofrenii często czują się izolowani od społeczeństwa, a niejednokrotnie też sami unikają kontaktów i nawiązywania relacji ze strachu przed wyśmianiem, ostracyzmem i późniejszym cierpieniem. To z kolei utrudnia i hamuje proces terapeutyczy, a także uniemożliwia im pełne funkcjonowanie i wykorzystywanie własnych zasobów.

* Jarema M., Farmakoterapia schizofrenii: zasady ogólne” , w: Jarema M. (red.), Schizofrenia. Rozpoznanie i leczenie” , Wydawnictwo naukowe PWN, Warszawa 2025, s. 59-60.

**Wyprostuj_Spojrzenie_Raport_Final.pdf

Przejdź do treści