Tomek, lat 36: Historia mężczyzny, który się nie poddaje
Tomek nie wie, jak to się zaczęło. Młody, silny, zdrowy. Mieszkaniec dużego miasta. Świetna praca, może nie za bardzo lubiana, ale dochodowa. Sukces, stabilizacja finansowa. Wspaniała partnerka. Plany na przyszłość. Wszystko wydawało się wręcz idyllą. Jednak w środku powoli powstawała wyrwa, która w końcu, dzień za dniem przerodziła się w bezdenną, czarną przepaść.
„Wszystko działo się powoli. Zaczęło się zimą. Rozchorowałem się. Zwykłe przeziębienie, które przerodziło się w grypę i na trzy tygodnie zostawiło w domu. Najpierw brakowało mi trochę pracy. Później zdałem sobie sprawę, że jestem nią zmęczony, że nie chcę tam wracać, że to nie dla mnie. Ale wróciłem. Bo tak trzeba było. Bo praca, pieniądze, obowiązki. Jednak każdego dnia było coraz trudniej. Dzień przestał sprawiać mi radość, każde wstanie z łóżka poprzedzone było walką z niechęcią, złością i frustracją. Z czasem przestałem czuć i to. Wstawałem automatycznie.”
W pracy Tomek awansował, mimo niechęci przyjął wyższe stanowisko, więcej obowiązków i większą odpowiedzialność. Było mu coraz trudniej. Stres i ciągłe napięcie potęgowały znużenie w pracy. Zaczął mieć problemy ze snem. Niewyspany tracił koncentrację i czujność. Każdego ranka czuł nie tylko niechęć, ale też strach przed kolejnym dniem, kolejnym zadaniem. To go przerosło. Poszedł na zwolnienie lekarskie z tytułu silnej reakcji na stres.
„W tamtej chwili wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem. Jednak teraz, patrząc z perspektywy, powinienem już wtedy zgłosić się po diagnozę w kierunku depresji. Zwolnienie lekarskie i pobyt w domu skończyły się izolacją. Po kilku dniach nie miałem ochoty wstawać. Jedyne, o czym marzyłem, to spanie, ten stan niebytu, który wydawał mi się lepszy niż życie.”
Do pracy już nie wrócił. Przedłużający się pobyt w domu, odcięcie się Tomka od znajomych, gdy do tej pory był osobą niezwykle towarzyską, zaniepokoiło jego partnerkę. Podobnie jak nagłe wybuchy złości na próbę rozmowy. Krzyki i kłótnie z byle powodu. Tomek do tej pory nie wie, jak w pewnym momencie udało się partnerce przekonać go do wizyty u psychologa.
„Chyba bałem się, że się rozstaniemy, jeśli dla niej tego nie zrobię. I chyba to też było dla mnie kotwicą w tym czasie. Ten niepokój o nasz związek mówił mi, że jeszcze na czymś mi zależy”.
Tomek leczy się 3 lata. W tym czasie po częściowej remisji miał jeden nawrót, w trakcie którego próbował popełnić samobójstwo. Po hospitalizacji, kontynuuje leczenie w trybie ambulatoryjnym. Obecnie depresja jest w fazie częściowej remisji.
„Nie jest łatwo. Ale się nie poddaję. Słucham lekarza i siebie. Uważam, co myślę i jak się zachowuję. Staram się wychwytywać niepokojące sygnały. To czasem bywa męczące, ale wiem, że warto. Skoro wielu z tego wychodzi, wierzę, że i mi się uda.”