Podczas terapii Ola przyznaje, że miała szczęśliwe dzieciństwo. Tata chyba stosunkowo dużo zarabiał, a mama nie pracowała. Obie z siostrą bliźniaczką nie chodziły do przedszkola. Z urywków wspomnień wydaje jej się, że było wspaniale. Później w domu też było fantastycznie. Mama zawsze na miejscu i “pod ręką”. W zasadzie “nie ma, co narzekać”.
Swój pierwszy smartfon Ola dostała na komunię. Wcześniej korzystała z niego, jak mama potrzebowała chwili spokoju w kawiarni czy w sklepie. Wydaje jej się, że nie było wtedy tego dużo. Wszystko się zmieniło wraz z własnym smartfonem. Miała go zawsze pod ręką. Jak pamięta, początkowo oglądała jakieś filmiki na YT, z czasem częściej zaglądała na Instagrama i TIK TOKA. Zaczęła oglądać influencerów, ale było to nudne.
W wieku 11 lat założyła swoje konto na popularnej platformie. Chociaż nie może tego zrobić dziecko poniżej 13 roku życia, jednak w rzeczywistości jest to fikcyjny, martwy zapis.
- “Wystarczy wpisać fałszywą datę urodzenia. Nikt tego przecież nie sprawdzi “.
Zaczęła zdobywać nowych przyjaciół, śledziła profile innych. Z czasem odważyła się wstawić swój pierwszy komentarz. I cieszyła się, jak kilka osób polubiło. Dla Oli znaczyło, że się spodobało, a ona została zauważona. W wieku ok. 14 lat odważyła się wstawić pierwszego posta – o świadomym wegetarianizmie nastolatek. Sama od roku nie jadła mięsa. Jak twierdzi, posypało się trochę lajków. Wpadła niemal w euforię. Pomyślała wtedy, że dziewczyny chciały jej słuchać, uznały, że to, co mówi jest ważne, a przede wszystkim podziwiały ją za twardą postawę w stosunku do rodziców.
Postów było coraz więcej. Założyła profil o tej tematyce. I patrzyła, jak przybywa subskrybentów. Niby nic – kilku w miesiącu, ale każdy wprawiał ją niemal w stan euforii. Lajków pod postami przybywało. Popłakała się, gdy pierwszy raz dostała negatywny komentarz. Myślała, że teraz wszyscy opuszczą jej profil, zaczną krytykować, mówić prawdę. Nic takiego się nie stało. Do kolejnych negatywnych opinii podeszła spokojniej. Na szczęście nie było ich dużo. Z czasem zaczęła publikować codziennie, a nawet kilka razy w ciągu doby. Opisywała swoją dietę, poszczególne posiłki. Zalecenia dietetyków itp. Telefon pokazywał kolejne lajki, komentarze, rosnącą ilość obserwujących.
Czuła się fantastycznie. Telefon miała praktycznie przy sobie cały czas. Pierwsze, co robiła po przebudzeniu, to kontrola, ile komentarzy zdobył jej wieczorny wpis, czy ktoś nowy się zapisał, sugestie od subskrybentów – co chcą zobaczyć następnym razem. Budziła się już o 4-5 rano, by mieć więcej czasu. W autobusie, tramwaju, przy kolacji – telefon towarzyszył jej dosłownie wszędzie. Nawet na lekcjach sprawdzała go kilka podczas jednych zajęć. Czasem odpisywała na komentarze. W ostatniej klasie kilka razy wezwano rodziców.
W liceum telefony w szkole były zakazane. To dla Oli było prawdziwym dramatem, jak sama to nazywa. Jednak brała go ze sobą. Początkowo korzystała tylko na przerwach w łazience. Zdarzało jej się wychodzić z zajęć pod pretekstem skozystania z toalety, mdłości, czy bólu brzucha. Niestety nie mogła robić tego często. Z czasem odważyła się korzystać z telefonu podczas lekcji. Kilka razy nawet się udało. Jednak nie zawsze. Początkowo dostawała upomnienia, później trafiła do dyrektora. Finalnie wezwano rodziców.
W domu teoretycznie nie dostała kary. Jednak rodzice po raz pierwszy w życiu przejrzeli jej telefon. Okazało się, że średni czas używania go to 11 godzin 43 minuty w ciągu doby. Chyba ich to przeraziło. Nałożyli limity. To była dla niej najgorsza kara. 2 godziny dziennie nie starczały praktycznie na nic. Skończyło się awanturą. Ola próbowała szantażu emocjonalnego, przestała jeść i się uczyć. Przez tydzień chodziła na lekcje, ale stała się poirytowana i nerwowo reagowała na uwagi nauczycieli. Chciała w ten sposób zmusić rodziców do zniesienia ograniczeń. Trafiła do pedagoga szkolnego. Wezwano również rodziców. Zasugerowano wizytę u psychologa lub psychoterapeuty.
Na pierwsze spotkanie poszli we trójkę. Psycholog po 2 spotkaniach postawił diagnozę uzależnienia od mediów społecznościowych. Ola pod przymusem zaczęła uczęszczać na terapię indywidualną. Początkowo była nastawiona negatywnie, wręcz wrogo. Nie zauważała u siebie problemu. Nie chciała rozmawiać, nie odpowiadała na pytania. Po 5. sesji zaczęła powoli się otwierać. Najpierw dla świętego spokoju. Później była coraz bardziej szczera także wobec siebie. Przyznała, że wszystkie lajki powodowały, że czuła się popularna, lubiana, zauważona. To ją wciągnęło.
Ola nadal uczęszcza na psychoterapię. Ograniczyła wstawianie postów do 3 tygodniowo. Nadal ma ustawione limity, bo jeszcze ciężko jej samej się kontrolować. Jednak widzi problem i wykazuje chęć zmiany. To niesie jej nadzieję.
Materiał powstał w ramach realizacji programu “Czuj(ni) – Psychoedukacja w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania skutkom uzależnień”
Zadanie dofinansowane ze środków z budżetu Województwa Mazowieckiego.





