„Ale popatrz, Słoneczko. Ileż zależy od tego, w jaki sposób człowiek samemu sobie się przyjrzy”. Warunek jest tylko jeden – musimy patrzeć z uważnością i otwartością. Tylko wtedy jesteśmy w stanie żyć w zgodzie ze sobą, w zrozumieniu własnych potrzeb, w kierunku, obranym przez nas samych. Ale ilu z nas tak potrafi? Czyż częściej nie żyjemy pod dyktando otoczenia, ulegając presji społecznej, próbując sprostać oczekiwaniom innych, codziennie nakładając maski, by podobać się wszystkim tylko nie sobie? Czyż dzisiaj nie boimy się spojrzeć na siebie z bezgraniczną miłością i zaufaniem? Czyż nie boimy się być sobą?
Wszystkie te pytania wybrzmiały na deskach Teatru Studio podczas premiery spektaklu „Kobieta Guma” – wspólnej inicjatywy Teatru Gudejko i Fundacji Nie Widać Po Mnie, a w szczególności Urszuli Szybowicz, która wystąpiła w zupełnie nowej dla siebie roli współproducentki. Po raz pierwszy sztukę można było obejrzeć 28 października 2026 r. w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

O czym jest „Kobieta Guma”, czyli uchylamy rąbka tajemnicy
Tytułowa „Kobieta Guma” to Nina (Ewa Kasprzyk) – sześćdziesięciolatka, która właśnie straciła wszystko – męża, który ją okradł i wpędził w długi, przyjaciół – jak się okazało – fałszywych, dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa. Może liczyć jedynie na siebie, Słoneczko (odkurzacz wiernie słuchający jej zwierzeń) i Jelenę – jej „rodzoną sprzątaczkę”, która jako jedyna wyciąga do niej pomocną dłoń w tej trudnej sytuacji.
Jednak, gdy życie rozpada jej się na kawałki, bohaterka nie traci kilku cennych rzeczy: poczucia humoru, pogody ducha, wiary, że wyjedzie z impasu, przekonania o własnej mocy i sile, bo przecież zawsze „daje sobie jakoś radę”.
Przypadek sprawia, że Nina zostaje przez pomyłkę uznana za psychoterapeutkę i lekarkę psychiatrę, co wywołuje lawinę zdarzeń wpływających życie aż czwórki osób.
Beata (Sandra Naum) – to od niej wszystko się zaczyna. To ona bowiem mylnie przypina Ninie funkcję psychoterapeutki. Jest 30-latką z nerwicą natręctw, która za profesjonalizmem prawniczki i warstwami ubrań skrywa lęk przed bliskością, niechęć do siebie i własnego ciała, kompleksy i strach przed odkryciem, kim tak naprawdę jest. Dzięki Ninie uczy się kochać siebie, zaczyna rozumieć wartość obecności drugiego człowieka, także tej fizycznej, dostrzega urok w lekkości bytu zamiast w potrzebie ciągłej kontroli i powagi.
Paweł (Adam Stanis / Mateusz Rzeźniczak) to kolejny „pacjent” Niny. Trzydziestolatek, który nie chce dorosnąć. Mieszka z matką, boi się związków, bo „po co dwie kobiety mają mu stukać młoteczkiem po głowie”. Neurotyczny i agresywny – nie potrafi regulować emocji. Współczesny influencer – namiętny zbieracz lajków, autor ekstrawaganckich challangów, dzięki którym zdobywa popularność w sieci. Brawurowa postawa i głośny styl bycia to tylko maska, za którą skrywa się lęk przed relacjami, strach przed niezależnością i wzięciem odpowiedzialności za własne życie, przed dorosłością ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. Nina krok po kroku uzmysławia mu, że u podstaw jego zachowania leżą zaburzone relacje z kobietami, które traktuje instrumentalnie. Pokazuje też, że może obrać inną drogę, wykorzystać swoją sławę i zasięgi w sposób, dzięki któremu poczuje się potrzebny. Krok po kroku Paweł odkrywa w sobie pokłady empatii i wrażliwości, o których do tej pory nie miał pojęcia, próbując podążać za sukcesem takim, jakim widzą go inni.

Na końcu poznajemy Jana (Jan Jankowski), zamożnego 60-latka, który od 10 miesięcy trwa w żałobie po ukochanej żonie. Samotnik z wyboru w rzeczywistości ucieka przed bólem, poczuciem straty, zagubieniem i pustką po najbliższej mu osobie. Spotkanie z Niną jest dla niego punktem zwrotnym. Energiczna, optymistyczna kobieta przełamuje skorupę, którą obudował trudne uczucia. Pokazuje mu, że świat pędzi dalej, nie kończy się, a jedynie zmienia – nawet jeśli bardzo się przed tym bronimy. I jak mówi: „Wiesz Słońce, jak jest: pośmiejemy się, popłaczemy i zapominamy”. I chociaż nie wszystko można wymazać z pamięci, to cudowną cechą człowieka jest umiejętność dopasowywania i otwierania się na to co nowe – mimo strachu i bólu.
„Kobieta Guma” nie jest spektaklem o bezradności. Wręcz przeciwnie. To sztuka o wierze w jutro, gotowości na zmiany, nadziei wbrew przeciwnościom, odnajdywaniu radości w małych rzeczach.
Oto kilka z licznych bezcennych rad Niny:
1. „Kobieta, Słoneczko, musi być dzisiaj elastyczna”
I nie tylko kobieta.
Któż z nas tak naprawdę na co dzień nie nagina się, nie kurczy i nie rozciąga – czasem po to, by sprostać wymaganiom innym, czasem by po prostu wtopić się w tłum, ale też czasem po to, by stawić czoła zmieniającej się rzeczywistości.
W końcu, jak śpiewali Zbigniew Wodecki i Zdzisława Sośnicka: „Spójrz, jak wszystko się niezmiennie zmienia…” Bo zmienność to jedyna stała w naszym życiu. I w naszej reakcji na nią nie ma nic złego.

„Kobieta Guma” mówi także, że elastyczność ma swoją granicę. I, przekraczając, ją każdy z nas może czasem pęknąć. To też jest OK, pod warunkiem, że wtedy umiemy powiedzieć dość, poprosić o pomoc, a przede wszystkim otworzyć się na jej przyjęcie. Bo nikt nie powinien swoich problemów dźwigać w pojedynkę i ciągle udawać, że „jakoś daje radę”.
2. „Trzeba myśleć po kolei i po kolei się martwić”
Ruminacje i katastrofizacja to przekleństwo naszego umysłu. Im więcej myślmy globalnie o problemach, tym wydają nam się większe. W końcu nas przerastają, paraliżują i utrudniają podjęcie decyzji, a następnie działania. To z kolei osadza nas w świecie wiecznej walki o przetrwanie, w której rzeczy dzieją się poza naszą kontrolą. Ruminacje i katrastrofizacja mogą prowadzić do poważnych kryzysów zdrowia psychicznego, takich jak lęki, fobie i do zaburzeń nastroju.
Tymczasem rozbicie problemów na kawałki pozwala nam mierzyć się z ich niewielkim wycinkiem, którego rozwiązanie zazwyczaj jest już w naszym zasięgu. Krok po kroku, decyzja za decyzją, a wszystko ulega zmianie i przejmujemy kontrolę nad naszym życiem i nad tym, jak reagujemy na kolejny problem, bo z czasem dzielenie go wejdzie nam w krew.
Zapamiętajmy więc: „Po kolei. Trzeba myśleć po kolei i po kolei się martwić. Myślenie po kolei jest najważniejsze, Słoneczko. Nie o wszystkim jednocześnie, a pojedynczo. Jedno zmartwienie naraz.”
3. Czy naprawdę to, co sądzą o Tobie inni, jest ważniejsze od tego, co myślisz o sobie sama?
Odpowiedź wydaje się oczywista.
A jednak… Czy na pewno?
Czyż nie dajemy się wciągnąć w pęd po sukces, którego wizję i kształt nadaje nam otoczenie, bliscy, mass media?
Jak często porównujemy się do znajomych, którzy właśnie zamieścili relację z ostatniego wyjazdu?
Po co ciągle sami publikujemy zdjęcia, próbując pokazać się z nieco innej strony – stosując filtry, podmieniając tło, czy chociażby udając zadowolenie?
Jak często przyłapujemy znajomych, że zrobili podobnie?

Tymczasem realia pokazywane w sieci są „wygładzone”, „uszczęśliwione”, „upiększone”. Powstaje w ten sposób niedościgniony ideał, którego nigdy nie osiągniemy. Ale nie chcemy, aby ktokolwiek zauważył, że do niego nie dorównujemy, bo „co ludzie powiedzą”.
Czy zatem tak naprawdę liczy się dla Ciebie tylko Twoje zdanie?
Warto pochylać się nad tym pytaniem.
Nie raz.
Niech to nie będzie jednorazowa refleksja.
Niech wybrzmi ono w głowie niczym sygnał alarmowy za każdym razem, gdy robisz coś wbrew sobie, kiedy myślisz, że coś wypada lub nie wypada, czy też kiedy zmęczona/y pędzisz po kolejny awans i podwyżkę, których tak naprawdę nie chcesz, a których cena jest zbyt wysoka.
Inne refleksje „Kobiety Gumy”, które warto dzisiaj zapamiętać
Na koniec kilka zdań, które mogą poruszyć w nas niejedną strunę.
- „Człowiek może wybrać, czy chce pamiętać o dobrych, czy o złych rzeczach.”
- „Jak można nie lubić swojego ciała, Słoneczko?! Przecież to jedyne, co tak naprawdę należy do ciebie! Męża, dom, samochód… To można stracić ot tak! Pyk i nie ma. Wiem coś o tym, Słoneczko. Ale swoje ciało masz aż do śmierci. Trzeba je kochać.”
- „A skoro nie ma się na coś wpływu, to szkoda czasu, żeby się tym przejmować.”
- „Uważam po prostu, że duże zmartwienie i dużo wolnego czasu nie idą ze sobą w parze, wiesz? Trzeba się czymś zająć, rozumiesz, coś robić.”

Gorąco zapraszamy.
„Kobieta Guma”
- Autor: Marcin Szczygielski
- Reżyseria: Maciej Wojtyszko
- Obsada: Ewa Kasprzyk, Jan Jankowski, Sandra Naum, Adam Stanis / Mateusz Rzeźniczak
- Scenografia: Wojtek Stefaniak
- Kostiumy: Olga Szynkarczuk, Grażyna Gudejko
- Muzyka: Miko Blascello
- Produkcja: Urszula Szybowicz, Teatr Gudejko
- Patronat: Fundacja Nie Widać Po Mnie






