Konrad żyje z diagnozą schizofrenii od 9 lat. Jako nastolatek zażywał substancje psychoaktywne, głównie alkohol, papierosy i produkty konopne, jednak zdarzało się, że sięgał również po inne środki odurzające. Kilkakrotnie po ich zażyciu wpadł w stan psychozy. Dwukrotnie do 17 roku życia był na oddziale detoksykacyjnym. Nigdy nie przeszedł terapii uzależnień. Około 20 roku życia, po otrzymaniu pierwszej stałej pracy jako mechanik samochodowy, odstawił “ciężkie używki”, jak sam je nazwał. Sporadycznie sięgał po alkohol, nałogowo jednak palił papierosy, z czasem wybierając waporyzator.
W pracy początkowo miał opinię solidnego pracownika. Pierwsze niepokojące sygnały zaczęły pojawiać się kilka lat później. Do zakładu przyszedł klient niezadowolony z naprawy samochodu, którą właśnie wykonywał Konrad. Swoją opinię wyrażał w sposób obraźliwy i głośny, co usłyszeli wszyscy współpracownicy. Po tym incydencie przylgnęło do niego przezwisko “Sprzęgiełko”, które sam pacjent uznał za poniżające i obraźliwe. Początkowo współpracownicy śmiali się z niego, jednak z czasem ich uwagi były coraz rzadsze, aż w końcu całkowicie ustały.
Jednak nie dla samego Konrada. Bezustannie wydawało mu się, że za jego plecami koledzy się z niego śmieją, że milkną rozmowy, gdy wchodzi do pokoju, co powodowało u niego coraz większą irytację. Z czasem zaczął przypuszczać, że współpracownikom zależy, żeby go zwolniono, że mówią o nim nieprawdziwe informacje do szefa, że przypisują mu swoje błędy. Zaczął intensywnie się im przyglądać, a nawet śledzić, jak wychodzili gdzieś poza zakład.
Podczas spotkań z lekarzem przyznał, że zaczął prowadzić wewnętrzny dialog. Początkowo nieszkodliwy, kiedy przekonywał siebie, że to jego fantazje, że koledzy już dawno zapomnieli o incydencie i nikt nie próbuje się go pozbyć. Jednak przezwisko, które do niego przylgnęło na stałe, uniemożliwiało mu osiągnięcie równowagi. Z czasem dialog wewnętrzny był bardziej agresywny. Głos w głowie przekonywał go, że powinien rozprawić się z kolegami, zanim oni zrobią to z nim.
Zaczął zachowywać się nieprzewidywalnie. Robił awantury, aż w pewnym momencie doprowadził do bójki z dwoma kolegami. Nie udało się go uspokoić mimo przewagi. Wezwano policję, a ta zdecydowała ostatecznie o przewiezieniu go na konsultację psychiatryczną.
Diagnozę postawiono szybko i wdrożono leczenie. Miał 27 lat.
Konrad po opuszczeniu szpitala po 6-tygodniowym pobycie zaprzestał przyjmowania leków. Nie uwierzył w chorobę. Twierdził, że to wymysł lekarzy, bo nikt w jego rodzinie nie cierpiał na zaburzenia psychiczne.
W ciągu 4 kolejnych lat nasilenie objawów psychotycznych ze względu na odstawienie leków wystąpiło u Konrada jeszcze 9-krotnie. W ostatnim epizodzie Konrad zdemolował własne mieszkanie – zniszczył nowe płytki, powyrywał klamki, zabił deskami okna.
Po powrocie ze szpitala dotarło do niego, że schizofrenia nie jest “wymysłem” lekarzy, ale realną chorobą, na która cierpi.
- To było dla mnie strasznie trudne, ale też ważne – przyznaje Konrad. – Nie pogodziłem się wtedy z chorobą, ale zrozumiałem, że muszę się ogarnąć. Czytałem więcej. Nie tylko z neta, ale też z książek. Zrobiłem listę pytań do lekarza. Bardzo się bałem, co ze mną będzie i nadal nie wierzyłem, że mnie to spotkało. Czułem złość na siebie, na rodzinę, zwłaszcza na rodziców za to, że jestem chory. Dopiero na następnej wizycie dowiedziałem się, że psychozy po używkach mogły być istotną przyczyną schizofrenii. To załamało mnie jeszcze bardziej.
Ostatnie badania wykazują silny związek pomiędzy regularnym stosowaniem substancji psychoaktywnych z grupy kanabinoli a występowaniem schizofrenii. Ryzyko powstania zaburzenia jest aż 2-4-krotnie większe u osób nadużywających marihuany. *
- Pomyślałem nawet, żeby ze sobą skończyć. Lekarz podejrzewał depresję i zalecił pobyt w szpitalu. O dziwo, to pomogło. Ten czas wykorzystałem jak najlepiej, żeby zrozumieć, co się dzieje ze mną. Na spotkaniach z lekarzem więcej pytałem i z niczym się nie kłóciłem. Chodziłem na psychoterapię. Gdy wychodziłem ze szpitala, czułem, że mogę żyć. I to był chyba najważniejszy moment w tej chorobie. Po kilku latach walki z lekarzami i diagnozą, czułem się….może nie spokojny….ale wyciszony wewnętrznie. Wiedziałem, co mam robić i czego się spodziewać.
Pacjent od 2,5 roku regularnie przyjmuje leki przeciwpsychotyczne. Od 1,5 roku otrzymuje leki długouwalniające w postaci iniekcji. Od 2,5 roku nie było nawrotu epizodu psychotycznego.
- Czasem jest ciężko. Ale jest lepiej niż w pierwszych latach. Przyjmuję leki. Chociaż na początku z tym nie było łatwo, bo regularność nigdy nie była moją mocną stroną. Sporo zmieniły zastrzyki, ale ciągle pilnują mnie rodzice i narzeczona. Udaje mi się kontrolować chorobę – zarówno dzięki lekom, jak i samodyscyplinie. Nie piję alkoholu, nie palę. Unikam imprez poza rodzinnymi lub w gronie tych, którzy wiedzą o schizofrenii. To jest uciążliwe, bo jednak omija mnie część życia towarzyskiego, ale co zrobić? Chodzę do psychoterapeuty. To mi pomaga, gdy dopada mnie dół. To nie jest tak, że teraz już jest kolorowo. Jeśli miałbym określić to, jak czuję się dzisiaj, to….po prostu spokojnie.
Brak wglądu w chorobę jest jednym z czynników samodzielnego odstawienia leków przez pacjentów. Tymczasem rezygnacja z leczenia wiąże się z dużym ryzykiem nawrotu choroby, a także nasilenia objawów psychotycznych. Co więcej, może pojawić się lekooporność, która znacząco utrudnia leczenie i funkcjonowanie pacjenta na co dzień. Farmakoterapia jest jedyną skuteczną metodą łagodzenia objawów do stopnia umożliwiającego mu powrót do życia w społeczeństwie.
Wgląd w chorobę, świadomość schizofrenii, jej specyfiki, podłoża i pierwszych objawów nawrotu pozwala uważniej śledzić swoje własne zachowania, ułatwia przestrzeganie zaleceń lekarskich, zwłaszcza w kierunku farmakoterapii, i też znacząco zmniejsza ryzyko ponownych hospitalizacji. Dlatego proces leczenia, chociaż opiera się w zdecydowanej mierze na przyjmowaniu leków przeciwpsychotycznych, dobrze jest wspierać psychoterapią, co ułatwia rozpoznanie siebie, a także pogodzenie się z chorobą. To z kolei jest wstępem do większej kontroli, świadomości, a tym samym zwiększa szanse na lepsze, bardziej satysfakcjonujące życie.
* Fudalej S., Schizofrenia a substancje psychoaktywne, w: Jarema M. (red.), Schizofrenia. Rozpoznanie i leczenie ,Wydawnictwo Naukowe PWN SA., Warszawa 2025. s. 41-42





