Skip to main content

Wiktor na początku terapii twierdził, że miał szczęśliwe dzieciństwo. Żył w kochającym domu, z obojgiem rodziców, którzy mieli wizję bezstresowego wychowania. Zawsze robił, co chciał, dostawał, co chciał, bo rodzice zarabiali stosunkowo dużo. Ale też stosunkowo dużo pracowali. W trakcie sesji, Wiktor odkrył, że jako dziecko czuł się samotny. Miał znajomych w szkole, bo był towarzyski i dość lubiany. Do tego zawsze miał najnowsze gadżety, więc koledzy do niego “lgnęli”. Jednak w domu rodzice byli rzadko. Na początku zajmowała się nim babcia, później kilka opiekunek po południu, a gdy skończył 11 lat był już sam. Podczas sesji przyznaje, że wtedy pozornie mu to nie przeszkadzało. Miał “chatę dla siebie”, mógł robić, co chciał, a później zapraszał też kumpli, bo nikt im nie przeszkadzał. Nikt go w zasadzie nie kontrolował. Jak twierdzi, rodzice darzyli go 200-procentowym zaufaniem.

W pierwszej klasie liceum dołączył do grupy o rok starszych kolegów. Jeden mieszkał blisko niego i “jakoś tak wyszło”, że zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu. To oni podsunęli mu alkohol.  Miał 14 lat i jak twierdzili, to i tak późno na pierwsze spróbowanie. Bał się wyśmiania. Upił się. Urwał mu się film, nie pamiętał nawet, jak wrócił do domu. Rodziców nie było, bo wyjechali na 2 dni w interesach. Niczego nie zauważyli.

Od tego momentu pił trochę uważniej. Na początku tylko w weekendy, żeby nie było widać i czuć w szkole. Później właściwie codziennie, tylko odpowiednio wcześnie, zazwyczaj zaraz po szkole. Coraz gorzej się uczył, ale jakoś udawało mu się przechodzić z klasy do klasy. Rodzice nie chodzili na spotkania z nauczycielami i z tego, co zauważył, też nie za bardzo interesowali się jego wynikami. Gdy był w szkole podstawowej, przyzwyczaił ich, że jest solidnym i obowiązkowym uczniem, więc to później “procentowało”. Zrezygnował też ze wszystkich zajęć pozalekcyjnych.

Pewnego dnia koledzy przynieśli marihuanę. Spodobała mu się bardziej niż alkohol. Czuł się lekko, przyjemnie. Wszystko stawało się proste, problemy znikały. Szybko zaczął palić właściwie codziennie. Sięgał po trawkę rano przed szkołą dla wyluzowania się i po niej, zazwyczaj z kumplami “dla towarzystwa”, potem już też samemu. Zawsze miał zapas w domu. Zwiększał dawki, bo ciągle było mu mało. Pewnego dnia na imprezie mocno “przesadził”. Wydawało mu się, że ktoś go śledzi i chce zabić. Dostał ataku paniki, nie mógł oddychać, trząsł się. Tak w środku nocy zastali go rodzice. Wezwali karetkę. Ratownicy nie mogli Wiktora zbadać. Krzyczał, zachowywał się agresywnie, “bronił się”, bo wydawało mu się, że chcą zrobić mu krzywdę.

Przewieziono go na SOR do najbliższego szpitala. Był tam oddział psychiatryczny, więc dyżur miał też lekarz psychiatra. Stwierdził psychozę, a wyniki testów wykazały duże stężenie THC we krwi.

Wiktor przeniesiony został na oddział toksykologii, później na oddział leczenia uzależnień. Spędził na nim 3 tygodnie. Pierwsze dni, jak twierdzi były nie do zniesienia. Czuł się fatalnie. Chciał tylko “wziąć porządnego macha”. Krzyczał na lekarzy i pielęgniarki, był agresywny. Dwukrotnie zastosowano wobec niego przymus bezpośredni, bo stanowił zagrożenie dla personelu medycznego oraz innych pacjentów.

W pewnym momencie postanowił współpracować. Pomyślał, że dzięki temu szybciej wyjdzie. Uspokoił się, zaczął współpracować z psychoterapeutą, “grzecznie odpowiadać na pytania i opowiadać historie, jakie tamten chciał usłyszeć”. Jak twierdzi, w pewnym momencie nastąpił przełom.

  • “Olśnienie, że mam problem. A źródłem jest zwykła, ludzka samotność. Wtedy naprawdę chciałem wrócić do domu. Położyć się i płakać.”

Wiktor jest czysty od pół roku. Regularnie chodzi na wizyty z psychoterapeutą.

  • Jest naprawdę trudno. Najgorsze jest to, że zdobycie trawki jest łatwiejsze od kupna alkoholu, bo w sklepie Cię czasem wylegitymują. A z marihuaną tylko trzeba wiedzieć od kogo kupić, żeby się nie naciąć. To kusi, zwłaszcza w weekendy, gdy mam więcej czasu. Ale wróciłem do sportu. Biegam, chodzę na siłownię, jeżdżę na rolkach. To trochę pomaga. I mam nadzieję, że starczy mi silnej woli, by już nigdy nie zapalić.

Historia spisana w ramach realizacji programu “Czuj(ni) – Psychoedukacja w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania skutkom uzależnień”

 

Zadanie dofinansowane ze środków z budżetu Województwa Mazowieckiego.

Mazowsze Serce Polski logo

Przejdź do treści