Jak twierdzi “zaczęło się niewinnie”. Pierwszy laptop dostał na komunię. Miał 9 lat. Już wtedy sporo grał w różne gry na telefonie rodziców, ale dopiero jak miał swój własny sprzęt, “zyskał prawdziwą wolność”. Rodzice nałożyli limit, jednak czasem go przedłużali. Zresztą początkowo 2 godziny gry online mu starczało. Pozostały czas i tak był zajęty. Szkoła, dodatkowy angielski, piłka nożna w klubie młodzików na Orliku osiedlowym – rodzice starali się wypełnić mu czas. Ale w weekendy “miał raj”. Wtedy nie obowiązywały niemal żadne limity. Miał tylko nie przeszkadzać w sprzątaniu, nie absorbować, kiedy rodzice po prostu musieli odpocząć, wychodzić na spacer, jak była ładna pogoda czy zjeść wspólnie obiad. Początkowo marudził i próbował się kłócić, ale szybko zrozumiał, że, jak to zrobi, to później przez resztę weekendu będzie miał wolne i będzie mógł grać na laptopie. Szybko stał się całkiem niezły w najbardziej popularnych grach. Czuł się fantastycznie, jak pokonywał czasem starszych “gości”.
Jako 11-latek mógł uznać siebie za prosa, z czego był naprawdę dumny. Uwielbiał grać. Nie bawiły go spotkania z kolegami, jeśli nie mogli pogadać o grach. Z czasem przestał się widywać z kimkolwiek. Siedział w domu. Limity dało się obejść. W wieku 12 lat za uzbierane pieniądze kupił tableta. Poprosił starszego kuzyna, bo bał się, że mu nie sprzedadzą. Kuzyn wziął od niego trochę pieniędzy za przysługę, ale tablet był. Wydał na niego wszystkie swoje oszczędności. Nie żałował nawet przez minutę. Od tego momentu “ściemniał rodzicom”, że się uczy, a oni byli zadowoleni, że nie przekracza wyznaczonego czasu. Pilnował się jednak, żeby zawsze mieć dobre oceny – przynajmniej stosunkowo dobre, żeby rodzice niczego nie podejrzewali.
W wieku 14 lat na meczu doznał poważnej kontuzji kolana, 5 tygodni spędził w domu w łóżku. Grał właściwie przez cały czas. Rodzice musieli wrócić do pracy, nikt go nie kontrolował. Był szczęśliwy. Spał, jak długo chciał, więc w nocy siedział do późna. Zaczął kłaść się spać nawet, gdy rodzice już wstawali. Nie zauważyli, że Jarek całymi nocami gra.
Najgorszy był powrót do szkoły. Chłopak ciągle myślał o grze, kolejnej rozgrywce. Podczas choroby umawiał się z innymi uczestnikami na kolejne rundy, pojedynki. Teraz brakowało mu na to czasu. W ciągu dnia albo był w szkole, co go irytowało, albo na dodatkowych zajęciach – teraz zamiast piłki była rehabilitacja. Zostawały noce. Właściwie już nie spał, tylko drzemał 2-3 godziny. Opuścił się w nauce. Ze zmęczenia nie rozumiał, co się do niego mówi. Zresztą nie skupiał się na tym zbytnio. Uczył się tylko tyle, co naprawdę musiał. Był zagrożony z 2 przedmiotów. Z czasem przestał też chodzić na niektóre zajęcia.
Zawsze miał przy sobie tablet, na którym wtedy grał. Szedł do parku, jak było ciepło, albo na dworzec, gdy pogoda była kiepska. Rodzicom mówił, że wychodzi z kumplami.
Kiedyś mama znalazła w jego rzeczach tablet. Zapomniał dobrze schować. Wtedy “nastąpiło przesłuchanie”
- Rodzice chcieli wiedzieć, skąd go mam, od kogo i ile tego jest w domu. Bali się, że ukradłem. Tym bardziej, że znaleźli jeszcze dwa starsze. Przyznałem się, że kupiłem za uzbierane pieniądze. Początkowo nie uwierzyli mi, jednak jak zobaczyli stan “moich osobistych” finansów uwierzyli. Później było dochodzenie, po co mi to było, ile gram, ile siedzę na internecie. Chyba było dla nich niepojęte, że tak można.
Rodzice Jarka zwrócili się o poradę do znajomego psychologa. Ten zwrócił im uwagę na uzależnienia behawioralne i ich charakter. Słusznie też stwierdził, że Jarek sam z pewnością nie zdaje sobie sprawy z problemu.
Rodzice zapisali syna na psychoterapię w prywatnym gabinecie. Początkowo chłopak nie widział chęci współpracy, twierdził, że nie ma problemu z grami. Lubi je, ale w każdym momencie może odstawić. Mówił, że to nie jest szkodliwe i chyba lepiej, że gra niż ma “dawać sobie w żyłę”. Z czasem bardziej się otworzył na akceptację problemu. Obecnie pracuje nad sobą, chociaż jest to trudne.
- Widzę swój problem, bo faktycznie nie mogę przestać myśleć o grach, o kolejnych rozgrywkach. Łapię się na tym, że przy odrabianiu lekcji, nauce, cały czas w głowie planuję kolejne ruchy, albo analizuję poprzednie. Staram się z tym walczyć, ale to trudne w dobie, gdy tak naprawdę my żyjemy w internecie. Nawet w szkole – zadania, komunikacja z nauczycielem – to wszystko dzieje się na komunikatorach, platformie czy też mailowo. A jak się usiądzie do kompa, to cóż – trudno nie zagrać partyjki, czy tam dziesięciu. W takich realiach trudno przestać.
Historia spisana w ramach realizacji programu “Czuj(ni) – Psychoedukacja w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania skutkom uzależnień”
Zadanie dofinansowane ze środków z budżetu Województwa Mazowieckiego.






