Skip to main content

Świat potrafi być zbyt intensywny, głośny i zbyt nieprzewidywalny – szczególnie dla osób w spektrum autyzmu. A kiedy do tego wszystkiego dochodzi depresja, nawet codzienna rutyna, która zwykle była bezpiecznym fundamentem, rozpada się na kawałki. Jak funkcjonować, gdy brakuje sił, a myśli potrafią boleć bardziej niż jakikolwiek hałas?

O tym opowiedziała Oliwia, która przeszła przez depresję, uczy się odnajdywać siebie w spektrum autyzmu i wraca do siebie krok po kroku. Jej głos powinien wybrzmieć donośnie, bo mówi w nim nie tylko o bólu, ale też o nadziei.

Na pytanie, czy z depresją można wygrać, Oliwia bez wahania mówi, że można:

Moje główne hasło brzmi: nie poddawać się. Zawsze miałam w sobie 10% takiego  poczucia „niepoddawania się„, nawet gdy miałam próby samobójcze. To światło we mnie było… małe, ale istniało. Małymi krokami zaczęłam wychodzić z tego stanu. Nie da się wszystkiego zrobić od razu. Trzeba to poukładać w głowie. Podniosłam się i wierzę, że jestem przykładem, że każdy problem, czy trudność ma wiele rozwiązań, nie tylko jedno, ale trzeba znaleźć to, co akurat nam pomoże.

Spektrum doświadczeń Oliwii – w świecie, który stał się zbyt ciężki

Diagnozę autyzmu Oliwia dostała w wieku 20 lat, a depresja zaczęła się trzy lata wcześniej. Na pytanie o to, jak odnajduje się w świecie pełnym bodźców, Oliwia wyznała, że trudności z hałasem miała już od czasów szkolnych. Jak wspomina głośne bodźce w szkole, szum, głośne rozmowy, dźwięk dzwonka, to wszystko denerwowało Oliwię od zawsze.

Gdy dojeżdżałam do szkoły, to zazwyczaj, aby się odciąć, miałam założone słuchawki. Przeszkadzało mi otoczenie, ludzie i całe to zamieszanie. Ale nie tylko w szkole. Całe otoczenie w moim życiu codziennym również było dla mnie bardzo trudne – wspomina Oliwia i dodajeTo właśnie nadmierne przebodźcowanie, obciążenie, presja spowodowana obowiązkami i brak odpoczynku, przyczyniły się do tego, że zachorowałam na depresję.

Oliwia wspomina, że jej dni były często tak samo zapełnione po brzegi, m.in. nauką.

– Chodziłam na różne korepetycje, ponieważ miałam trudności z nauką i przyswajaniem wiedzy. Potrafiłam wracać do domu i siedzieć do późnych godzin. Czasami były sytuacje, że miałam bardzo duże braki i bardzo słabe efekty. Przez wszystkie te bodźce czułam się zmęczona, nic mi się nie chciało. I od tego zaczęły się moje początki.

Do tego dochodziły trudności w komunikacji z rówieśnikami.

Czułam się niezrozumiana, odrzucana, wyśmiewana. Miałam też trudności z odczytywaniem mimiki, gestów, tonu głosu. Za wszelką cenę unikałam kontaktu wzrokowego, jak rozmawiam z kimkolwiek. Nie rozumiałam w ogóle ironii, żartów i strasznie się z tym źle czułam. Zresztą do tej pory teraz jest mi z tym ciężko. Choć już dziś jestem trochę starsza, a w tym roku dostałam wynik diagnozy spektrum autyzmu, to cały czas się uczę siebie. Niektóre bodźce, które wymieniałam, staram się oswajać, zrozumieć i zaakceptować, że tak po prostu jest i tak już będę miała.

Dni Oliwi mijały często w stałym napięciu spowodowanym przebodźcowaniem. Nawet posiłki potrafiły wyzwalać stres.

– Miałam też problemy z różnymi smakami. Miałam ustalony swój schemat jedzenia, co preferowałam. Nawet jeżeli sama chciałam spróbować nowych rzeczy, to po prostu strasznie się stresowałam.

Kiedy ciało mówi „stop”

Jak wspomina Oliwia, pomagała jej rutyna, przynajmniej do pewnego czasu:

– Rutyna zawsze miała dla mnie ogromne znaczenie. Zawsze wszystko muszę mieć zaplanowane: o której godzinie mam być, gdzie, ile będzie osób, kto tam będzie, czy będę znała te osoby. Wcześniej moja rutyna wyglądała tak, że wracałam ze szkoły, jadłam obiad, pakowałam rzeczy i uczyłam się dalej. Przy depresji wszystko się posypało. Wracałam, rzucałam torbę, czasami coś zjadłam, czasami nie. Kładłam się i nie miałam siły na nic. Kurs prawa jazdy, egzaminy, korepetycje – to wszystko było dla mnie za dużo. Czułam się jakby moje ciało było w jednym miejscu, a ja mentalnie nie istniałam.

Uważność i bezcenne wsparcie

Z pomocą przyszła koleżanka ze szkoły.

Moja koleżanka z klasy zauważyła, że jest ze mną źle. Porozmawiałyśmy szczerze i dała mi numer do terapeutki. Po czasie sama uznałam, że to jest ten moment. Zapisałam się na terapię i nie opuściłam ani jednej sesji. Po niektórych sesjach miałam mętlik w głowie, myślałam, że już tak do końca życia będę funkcjonować. Zadawałam sobie pytania, czy zawsze będę żyła w cieniu. Brałam leki od psychiatry, na początku nieregularnie, bo myślałam, że sama dam radę. Dopiero regularne przyjmowanie leków i terapia zaczęły przynosić efekt.

Oliwia wspomina o tym, co było największym wyzwaniem.

– Najtrudniejszy był ten moment poczucia bezsensu i myślenie, że już zawsze tak będzie. Dziś wiem, że zawsze jest nadzieja, że warto prosić o pomoc i znaleźć chociaż te 5 minut dziennie dla siebie, żeby się zatrzymać. Zadbać o siebie. Korzystać z terapii, grup wsparcia, czytać, rozwijać się. Życie jest trudne, ale najważniejsze to znaleźć w nim czas dla siebie.

Oliwia wierzy, że jej historia może być inspiracją dla każdego, kto czuje, że jego świat rozsypuje się na kawałki. W takich chwilach te 10% poczucia „niepoddawania się” może po prostu uratować życie„.

Z pamiętnika dziewczyny w spektrum autyzmu

Oliwia podkreśla, że codzienność w spektrum stanowi wyzwanie.

Próbuję przebić się w świecie osób neurotypowych. Czasami są sytuacje, gdzie się to udaje i potrafię funkcjonować, a czasami nie. Cały czas, każdego dnia próbuję to jeszcze do końca zrozumieć. Po diagnozie funkcjonuję normalnie w społeczeństwie. Mieszkam z rodzicami, utrzymuje relacje z rodziną, znajomymi, z chłopakiem. W tym roku skończyłam terapię.

Oliwia mówi otwarcie o swojej diagnozie. Z zewnątrz dostaje pytania o to, jak jej pomóc, jak zmienić środowisko domowe.

– Rodzina i niektórzy znajomi mnie wspierają. Mam małe grono bliskich osób. Mój partner też jest w spektrum, więc bardzo dobrze się rozumiemy. O spektrum autyzmu dowiedziałam się dopiero po czasie, a czasie terapii przy depresji. Moja terapeutka zauważyła pewne cechy i zasugerowała diagnostykę. Początkowo nie dowierzałam, ale zaczęłam czytać i coraz więcej się zgadzało. Poszłam na diagnozę i potwierdziło się, że jestem w spektrum. W dniu diagnozy byłam w szoku, wróciłam do domu i nie chciałam z nikim rozmawiać. Napisałam do terapeutki, bo nie wiedziałam, jak funkcjonować dalej.

Na sam koniec Oliwia chciałaby przypomnieć, że osoba w spektrum autyzmu nie jest gorsza.

Potrzebujemy czasami więcej czasu na wypowiedź, przygotowanie się, możemy mieć trudności z tonem głosu, mimiką, kontaktem wzrokowym, ale to dla nas ogromnie ważne, żeby w takich chwilach dostać więcej zrozumienia zamiast oceniania.

Historia Oliwii przypomina nam, że każdy z nas może wynieść z niej coś dla siebie. Przede wszystkim uważność na tych, którzy doświadczają świata inaczej niż my. To właśnie dzięki wrażliwości koleżanki, Oliwia trafiła na terapię, a jej życie zaczęło powoli wracać na właściwe tory. Dlatego w autobusie, w szkole, w pracy czy na ulicy warto zatrzymać się choć na chwilę i zobaczyć drugiego człowieka, bo czasem nawet jeden mały gest, spojrzenie, czy  pytanie może stać się dla kogoś tym brakującym światłem.

 

 

 

Przejdź do treści