Przez lata „powrót do domu” dla niej oznaczał dla niej ucieczkę od świata, który często był zbyt intensywny. Dziś prowadzi ją w przeciwnym kierunku do dzieciństwa, pamięci i doświadczeń, którym próbuje nadać miejsce we własnej historii. Wystawa Magdaleny Sawickiej opowiada m.in. o traumie, późnej diagnozie i dysocjacji, ale przede wszystkim o odzyskiwaniu siebie.
Magdalena Sawicka, urodzona w 1990 roku w Lublinie, jest artystką sztuk wizualnych i absolwentką Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Mieszka i tworzy w Warszawie. Nie zamyka się w jednej dziedzinie ani jednym stylu – medium dobiera do historii, którą chce opowiedzieć.
W wystawie „Muszę już wracać do domu” tą historią jest jej własne życie. Magdalena Sawicka wraca do doświadczeń przemocy, dzieciństwa, pamięci i złości kierowanej przeciwko sobie. Opowiada też o życiu przez lata bez rozpoznania autyzmu, ADHD i dysleksji oraz o doświadczeniach dysocjacyjnych. Jednym z centralnych obiektów wystawy jest utkany na nowo dywan z rodzinnego domu – ten sam, na którym jako dziecko potrafiła godzinami leżeć bez ruchu i, jak mówi, „wychodzić z siebie”.
„Muszę”, żeby móc pójść dalej
Tytuł wystawy ma dla artystki podwójne znaczenie. Kiedyś zdanie „muszę już wracać do domu” oznaczało potrzebę wycofania się od ludzi, bodźców i świata, który stawał się zbyt intensywny.
„Kiedy mówiłam to zdanie, miałam na myśli ucieczkę od ludzi, od świata, od bombardujących zewsząd bodźców, norm społecznych czy maskowania. Ucieczkę od tego, co na co dzień jest dla mnie zbyt przytłaczające” – jak podkreśla Magdalena Sawicka.
Dzisiaj powrót do domu prowadzi ją gdzie indziej.
„Powrót do domu w kontekście wystawy to przede wszystkim powrót do dzieciństwa. Słowo „muszę” oznacza konieczność cofnięcia się w chronologii życia, by móc pójść do przodu”.
Przez długi czas część przeszłości pozostawała dla niej zamglona i niedostępna. Towarzyszyły temu lęk i dysocjacja. Jak podkreśla, to właśnie terapia stała się początkiem porządkowania własnej historii.
„Terapia, ciężka praca nad sobą, pogłębianie samoświadomości, przepracowanie przeszłości, to wszystko uratowało mi życie. Dopiero podczas terapii zdałam sobie sprawę, że powrót do domu jest nieunikniony”.
Kiedy myśl staje się przedmiotem
Sztuka była w jej życiu na długo przed diagnozą i terapią. Magdalnea Sawicka mówi, że tworzy, odkąd pamięta. Nazywa sztukę swoim hiperfokusem, zawodem, sposobem życia i komunikacji.
„Twórczość to oddychanie i warunek przeżycia. To mój sposób na autoregulację, kontakt ze światem, myślenie, przepracowywanie i przetwarzanie uczuć, myśli i doświadczeń”.
Tworzenie pozwala jej przenieść to, co wewnętrzne, do materialnego świata.
„Myśl nie pozostaje tylko myślą, a zamienia się w coś realnego, namacalnego, co ma kształt, przestrzeń, zapach, kolor. Myśl jest miękka lub twarda, szorstka lub gładka”.
Podczas terapii zaczęły wracać do niej obrazy i fragmenty, które wiązała ze swoją przeszłością. Zapamiętała ich sensoryczność.
„To, co wracało, było bardzo wizualne, zapachowe, dźwiękowe, konkretne w dotyku czy smaku”.
Sztuka pozwoliła nadać tym doświadczeniom formę i oswajać dzieciństwo, które wcześniej wydawało się „poszatkowane, zamglone i nierealne”.
Dywan, na którym „wychodziłam z siebie”
Dywan naprawdę istniał. Leżał na podłodze w salonie rodzinnego domu. Artystka pamięta jego wzory, kolory, fakturę, a nawet zapach.
„Dywan był szorstki, o zapachu kurzu i smażonego jedzenia. Wrył się w moją pamięć. Jak byłam mała, leżałam na nim bez ruchu godzinami”.
Dzisiaj te doświadczenia opisuje jako dysocjację.
„Wychodziłam z ciała, wyłączałam się, chwilowo mniej czułam. Chwilowo pomagało, długofalowo wyniszczało. Dysocjacja była skutkiem, nie przyczyną. Dysocjacja i dywan stawały się moim tymczasowym grobowcem”.
Po latach postanowiła ten dywan stworzyć jeszcze raz. Nauczyła się tkania, a cały obiekt wykonała przy użyciu jednej igły.
„Był to długi i skomplikowany proces. Sensoryczna i twórcza medytacja”.
Dawny przedmiot powstał więc ponownie, ale tym razem na jej zasadach.
„Dzięki pracy twórczej i terapii przeszłość nie jest już tak trudna i nierealna”.
- Muszę już wracać do domu – wystawa Magdy Sawickiej obraz Magda Sawicka foto Fundacja Nie Widać Po Mnie
- Muszę już wracać do domu – wystawa Magdy Sawickiej obraz dywan Magda Sawicka foto Fundacja Nie Widać Po Mnie
- Muszę już wracać do domu – wystawa Magdy Sawickiej foto Magda Sawicka na tle jednej ze swoich prac Fundacja Nie Widać Po Mnie
Świadomość jest początkiem wolności?
Spektrum autyzmu, ADHD i dysleksję rozpoznano u artystki dopiero w wieku 33 lat.
„Początkowo byłam zszokowana, moja rodzina i najbliżsi też. Potem przyszła wiedza, nauka samej siebie”.
Diagnoza nie przyniosła wyłącznie ulgi. Oznaczała również konieczność ponownego spojrzenia na własne życie.
„Musiałam przejść przez okres żałoby i opłakać siebie i swoje dotychczasowe życie”.
Magdalena Sawicka mówi o latach depresji, myślach rezygnacyjnych, wypaleniu, atakach paniki i hiperwentylacji. Jak podkreśla leczenie i terapia były długim procesem.
„To były ciężkie i pełne wysiłku oraz pracy nad sobą lata. Wciąż jestem w procesie, ale już wiem, kim jestem i czuję, że jestem w ciele i jestem na właściwym miejscu”.
Największą zmianę opisuje jednym zdaniem:
„Przede wszystkim już się nie boję”.
Kiedyś, jak mówi, lęk towarzyszył jej niemal nieustannie. Dziś diagnozę i odpowiednio dobraną terapię uważa za jedne z najważniejszych wydarzeń swojego życia.
„Świadomość jest początkiem wolności”.
Odzyskać własną narrację
Jednym z kluczowych tematów wystawy jest odzyskiwanie prawa do opowiadania własnej historii. Autorka mówi o dziecięcym doświadczeniu brania odpowiedzialności za emocje i zachowania dorosłych oraz o poczuciu winy, które może zostać z człowiekiem na wiele lat.
„Słowa i czyny potrafią być jak czarna magia. To klątwa, która zasłania realną rzeczywistość”.
Dopiero jako dorosła osoba mogła spojrzeć na własną historię z perspektywy, której nie miała jako dziecko.
„Przetwarzanie intelektualne swojej pamięci potrafi przynieść zrozumienie i ulgę. Można reinterpretować siebie, ale też odrobinę zrozumieć swoich opiekunów. Zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić”.
Odzyskanie narracji nie oznacza dla niej zmiany przeszłości. Oznacza odzyskanie wpływu na teraźniejszość.
„Dzięki pracy nad sobą wiem, że kontrolę nad moim życiem, relacjami, emocjami i zachowaniem mogę mieć ja sama. Wreszcie czuję, że jestem sprawcza, że to ja decyduję i staram się, jak tylko mogę, by zakończyć na sobie traumy pokoleniowe”.
Kiedy cudza historia pomaga zrozumieć własną
Zanim Magdalena Sawicka zaczęła publicznie opowiadać o swoich doświadczeniach, sama inspirowała się osobami, które zrobiły to wcześniej.
„Przez ostatnie lata zdałam sobie sprawę z tego, jak ogromną moc, siłę i ulgę dało mi samorzecznictwo osób, które przede mną miały odwagę mówić głośno o swoich doświadczeniach”.
Ich historie pomogły jej znaleźć język dla własnych doświadczeń. Dlatego dzisiaj sama decyduje się mówić.
„Miłość pomaga wstać z łóżka”
W „Muszę już wracać do domu” są przemoc, trauma, złość, dysocjacja i samotność. Artystka podkreśla jednak, że ostatecznie jest to wystawa, która powstała z miłości.
„Myślę, że miłość jest kluczem, początkiem decyzji i motorem do działania. Dzięki miłości do świata, przyrody, zwierząt, ludzi i cząstki siebie wciąż żyję”.
Mówi również o miłości do męża, psów, przyjaciół i rodziny.
„Dzięki miłości do męża, moich psów, przyjaciół i do mojej rodziny podjęłam starania i leczenie. Dzięki leczeniu i pracy twórczej pokochałam bardziej siebie”.
Zmieniło się także jej rozumienie samej miłości.
„Nauczyłam się, na czym polega zdrowa miłość. Dzięki temu mogę kochać w zdrowy sposób, trzeźwo interpretować zachowanie innych wobec mnie i szanować siebie w relacjach”.
A potem pojawia się jedno z najprostszych zdań w całej tej opowieści:
„Miłość pomaga wstać z łóżka”.
Dom, do którego można wrócić
Magdalena Sawicka zaprosiła Fundację Nie Widać Po Mnie na wystawę nieprzypadkowo. Własne doświadczenie późnej diagnozy i leczenia łączy z dostępem do wiedzy o zdrowiu psychicznym.
„Dzięki pracy takich osób jak Wy inni mają szansę na realną wiedzę i pomoc, która ratuje życie. Nie ma nic cenniejszego niż życie, a zdrowie psychiczne to fundament, na którym można zbudować piękny, solidny dom”.
W ten sposób opowieść wraca do miejsca, od którego się zaczęła. Do domu.
Na początku jest miejscem, do którego trzeba uciec, kiedy świat staje się zbyt intensywny. Później – dzieciństwem, do którego trzeba wrócić, żeby móc pójść dalej. Ostatecznie staje się czymś, co można budować samemu.
„Życzę nam wszystkim, by dom, który sami tworzymy, i dom, do którego wracamy, był bezpiecznym schronieniem dla nas samych, ale też dla innych nam najbliższych, których kochamy. Dom, w którym możemy być bezpieczni i dom, w którym możemy dać bezpieczeństwo innym”.
„Moim marzeniem jest, by właśnie do takiego domu każdy mógł wracać”.
A my serdecznie zapraszamy do zobaczenia wystawy „Muszę już wracać do domu” — Magda Sawicka. Zostało już niewiele czasu. Wystawa czynna do 18 października 2026 roku w Galerii Marszałkowska 18, Warszawa .







